WYWIAD PRESTIŻ

Co słychać w Baszcie?

Panie Piotrze jest Pan legendą jeśli chodzi o rynek nieruchomości. Co słychać w Baszcie, jakie
najbardziej spektakularne inwestycje są aktualnie udziałem Pana firmy?

Miło tak o sobie usłyszeć, ale faktem jest, że dzwonią klienci z całej Polski z prośbą, aby zająć
się sprzedażą ich ofert. Praktycznie jestem samozatrudniającym się ekspertem od
luksusowych nieruchomości i dobrze mi z tym. Żadna korporacja, po prostu mała rodzinna
firma z dużymi transakcjami. Nasze ostatnie większe umowy to sprzedaż 1,2 ha gruntu we
Wrocławiu za 45,2 mln zł, działki tuż nad brzegiem morza o pow. 0,6 ha za 16,5 mln zł, grunty
dla deweloperów średnio w cenie 5-25 mln zł. Są też nieco mniejsze, ale bardzo dla nas
ważne lokalne transakcje jak choćby ta ostatnia z lutego, gdzie sprzedaliśmy firmie
SIEMASZKO starą, zapuszczoną kamienicę przy CH Galaxy w Szczecinie, czy też cypel (71 ha) u
wejścia do kanału Piastowskiego w Świnoujściu z przeznaczeniem pod marinę.
Natomiast to nad czym obecnie pracujemy to wyjątkowo spektakularne nieruchomości:
rezydencja pod Poznaniem za 233 mln zł, biurowiec w Warszawie za 416 mln zł i hotel w
Polsce za 520 mln zł. Co ciekawe za mną jest spotkanie jednego dnia ze wszystkimi
właścicielami z potencjalnymi kupującymi, zatem rozmawiamy o trzech transakcjach na
poziomie 1,17 mld zł, i jestem dobrej myśli…

Ludzie zamożni za apartament z widokiem na morze czy ocean są skłonni zapłacić krocie.
Jakie inwestycje najchętniej robią Polacy?

To apartamenty w systemie hotelowym nad morzem lub w górach. Niewielu bowiem
decyduje się na zakup gruntu, a szkoda, bo przy nich można na prawdę dużo zarobić. Dla
przykładu klient zainwestował za moją namową 1 mln zł w zakup gruntu nad wodą, po pół
roku odsprzedałem ten grunt docelowemu inwestorowi z 4 mln zyskiem, czyli 800 % rocznie
(sic!). Jest to możliwe kiedy wprowadza się wartość dodaną w postaci dokumentów,
zaświadczeń, zezwoleń, wycen, precyzyjnych informacji pozwalających zakupić
nieruchomość z niewielkim marginesem ryzyka i wątpliwości. Ostatnio klienci zakupili przeze
mnie grunt za niespełna 8 mln zł na którym po zrealizowaniu zaplanowanej deweloperskiej
inwestycji zarobią ok. 110-130 mln zł. Potrafię wykreować zarówno transakcję jak i jej samą
wizję u klienta. Wszystko to kwestia zaufania i kompetencji. Stąd też niczym firma ratingowa
udzielamy naszej rekomendacji konkretnym projektom deweloperskim, które znajdują się w
polu zainteresowania naszych klientów. Jedne rekomendujemy pozytywnie, inne nie.

Którą z zagranicznych inwestycji by Pan polecił potencjalnym klientom i jak dokonuje Pan
wyboru miejsc?

Zawsze kieruję się sercem, przy tym bardzo subiektywnymi preferencjami, ale z myślą o
końcowej satysfakcji klienta. Sam kupuję nieruchomość, tym samym badam lokalną
rzeczywistość, sprawdzam to i dopiero wówczas oferuję to moim klientom, tak było np. w
Dubaju, na Seszelach, a obecnie na Zanzibarze czy Curacao na Karaibach.

Baszta Piano Cafe w Międzyzdrojach to połączenie biznesu i sztuki. Proszę opowiedzieć
więcej na temat tej inwestycji.

To mój autorski pomysł na butikowy projekt z ambicją na co najmniej europejską
rozpoznawalność. Znaleźć będzie można tam muzykę jazzową graną na żywo, kulturalne
wydarzenia, wyjątkowe otoczenie, osobną restaurację dla dzieci, dobrą kawę ze złotem i tak przy
okazji .... luksusowe nieruchomości.

Tym sposobem realizuję kolejne swoje życiowe marzenie - ekskluzywne Piano Cafe w połączeniu
z biurem nieruchomości i projektowania wnętrz. Eleganccy goście, wyśmienita klientela i takie też
wnętrze. Skoro o nim mowa, to wnętrze jest zasługą mojej uroczej i zdolnej żony, architekt wnętrz
Agnieszki.
Z resztą każdy będzie miał w tym swój udział, moja córka Magdalena wraz z partnerem
Marcinem będą menagerami tego lokalu. Jako pierwsi wezmą w nim spektakularny ślub.
Niebawem rozpocznę realizację takiego samego lokalu z biurem przy Baszcie Siedmiu Płaszczy
w Szczecinie, następnie na Zanzibarze i w Havanie na Kubie.
Nie bez powodu przewinął się nam temat sztuki, bowiem każde z tych miejsc będzie galerią
obrazów wspaniałego artysty Chrisa Kamińskiego, którego zdecydowałem się wesprzeć w jego
osobistej promocji. Będzie miał on szereg swoich prelekcji i spotkań z miłośnikami sztuki i
malarstwa, a zapewniam, że potrafi on pięknie o tym opowiadać.
Otaczam się wartościowymi ludźmi, rodziną i przyjaciółmi. Każdemu pragnę stworzyć jak
najlepsze warunki do życia i pracy. Po 50-tce postanowiłem się więcej pracą bawić i cieszyć,
mam czas na wszystko i dla wszystkich. Wierzę, że niczym w piosence Marka Grechuty,
najlepsze jest jeszcze przede mną…

Stanowicie z żoną dokonały duet biznesowy. Czy Pani Agnieszka projektowała także Piano
Cafe?

Jak wspomniałem powyżej – tak. Z resztą zaprojektowała wiele, najpierw moje życie, potem
dom, biura, Basztę, nasze apartamenty w kraju i za granicą. Dobrze jest mieć za żonę
architekt wnętrz, która czuje potrzebę ciągłej aranżacji miejsc w których przebywamy.

Czy są jeszcze jakieś inne zawodowe plany, które myśli Pan wdrożyć w życie ?

Tak, wymyśliłem formułę na biznes, gdzie połączyłem trójkę ludzi w jedno mocne ogniwo:
mnie jako kreatora, inwestora i światowej sławy profesora medycyny. Od tygodnia moim
zadaniem jest ulokowanie się z kliniką medyczną głównie o specjalizacji in vitro na Ukrainie,
w Emiratach Arabskich i na Zanzibarze. To bardzo prestiżowy biznes, wymagająca branża na
pograniczu ultra zaawansowanej technologii i medycznej wirtuozerii.

Nieco zmieniając temat. Jest Pan znany nie tylko z perfekcyjnego prowadzenia biznesu ale
również ze świetnego stylu. Co zatem znajdziemy w garderobie Piotra Drońskiego?

Styl… bez niego człowiek wpisuje się w jakiś niezauważalny dla otoczenia mainstream. Lubię
ludzi o wyraźnej prezencji. Sam nie poddaję się bezkrytycznie trendom mody, przy tym
uważam, że strój wyraża mój szacunek do klientów, rozmówców, nowo poznanych i
spotkanych ludzi… Tego wymagam od siebie, i tego wymagam od moich współpracowników.